Dzień młodych
W sobotę wieczorem odbyły się główne punkty Kalwaryjskiego Dnia Młodych. Na Górze Ukrzyżowania sprawowane było nabożeństwo Transitus o śmierci św. Franciszka, a na Placu Rajskim, po zakończeniu procesji światła, sprawowana była msza św., której przewodniczył o. Arkadiusz Belcik OFM, wikariusz bernardynów.
Podczas liturgii homilię wygłosił o. Egidiusz Włodarczyk OFM, Minister Prowincjalny Bernardynów. Na początku zaznaczył, że odczytany fragment Ewangelii o nawiedzeniu św. Elżbiety choć nie opisuje dosłownie sceny wniebowzięcia Maryi, odnosi się do Jej drogi do nieba, ponieważ pokazuje szlak, który Maryja wybrała i wiernie szła, aby mogło wydarzyć się to, o czym mówi dzisiejsze święto. Powiedział też, że to była droga niesienia wszędzie Jezusa. Dzięki temu, że Maryja zaniosła do domu Elżbiety Jezusa, w ich sercach zrodziła się radość.
– Można powiedzieć przekornie, że odczytany fragment Ewangelii nie pasuje do dzisiejszej okoliczności, do mszy podczas której w gronie młodych pochylamy się nad tajemnicą powołania do służby Bogu. Do mszy, podczas której powołani dziękują za ten dar (…) Nawet najmniej uważny słuchacz zauważył bez trudu, że w odczytanym fragmencie Ewangelii nie ma ani słowa o powołaniu i ani raz nie wybrzmiewają tam słowa Pójdź za mną. To Stwierdzenie też nie jest prawdziwe. Tekst dzisiejszej Ewangelii z całym przekonaniem możemy odnieść do człowieka, który odpowiada tak na Boże powołanie – podkreślał i zachęcił, by przemyśleć trzy punkty.
Pierwszym jest fakt, że Maryja Idzie, aby spotkać, towarzyszyć i służyć. Jest to piękny obraz realizacji powołania do szczególnej służby Bożej. Postawa ta polega na posłaniu do ludzi, rezygnując z własnej wygody i odsuwaniu pokusy, która podpowiada: rozsiądź się wygodnie, zajmij się sobą. Wychodzenie na spotkanie człowieka wiąże się z dawaniem innym samego siebie, swojego casu, cierpliwości, rady.
– Po drugie, jak usłyszeliśmy, Maryja do Elżbiety nie idzie sama. Idzie z Nią Jezus, a właściwie Maryja niesie w sobie Jezusa – zaznaczył kaznodzieja i stwierdził, że Bóg nie posyła ludzi samych i cokolwiek dzieje się przez nich nigdy nie jest ludzką zasługą, ale owocem Bożego działania. Skłonność do grzechu i ludzka słabość jest po to, byśmy nie zapomnieli, że każde dobre dzieło nie dokona się bez Boga. Za przykład podał życie św. Franciszka, który w poczuciu własnej słabości Bóg dał mu poznać, że On czuwa nad wszystkim.
Trzecim punktem jest stwierdzenie, że obecność Jezusa w Maryi jest rozpoznana przez Elżbietę i Jana i powoduje w nich radość. Podkreślił, że osoba powołania nie musi się martwić, że nie czyni cudów i nie potrafi przemieniać innych, on ma pytać o to, czy w sobie niesie Jezusa, czy żyje w Nim i nie zasłania sobą.
Na zakończenie zwrócił się do osób powołanych i zachęcał do wpatrzenia w Maryję, by Jak Ona nieść Jezusa i pozwolić, by Jego obecność powodowała radość. Nowych kapłanów prosił, by nie stracili tego, ż czym rozpoczynają swoja posługę, a więc gorliwości i zapału. Do zebranych zwrócił się z prośba o modlitwę o dobre powołania.
– Zwracam się wreszcie do tych spośród nas, którzy być może słyszą w sercu głos powołania: Nie bójcie się, Jeżeli człowiek idzie tą drogą uczciwie, znajduje prawdziwe szczęście, nawet gdy inni stukają się w głowę i nie są w stanie zrozumieć tej decyzji. Nie czekajcie na moment, w którym będziecie mieli pewność, że to jest ta droga. najprawdopodobniej nikt nie da wam takiego zapewnienia, ale są chwile, kiedy trzeba zaufać Bogu i wszystko postawić na jedną kartę. Nie odkładajcie decyzji na później i nie uciekajcie – zachęcił na zakończenie młodych.
Po mszy św. odbyła się adoracja Najświętszego Sakramentu na Palcu. Modlitwę poprowadziła grupa franciszkańskiej młodzieży oazowej oraz ojciec neoprezbiter.
fot. M. Olszewski














